Please update your Flash Player to view content.

Tekst do konkursu

Św. Stanisław Kostka  i św. Alojzy Gonzaga są patronami Liturgicznej Służby Ołtarza (wraz ze  św. Tarsycjuszem, św. Janem Berchmansem i św. Dominikiem Savio). W tym roku przypada 450 - rocznica śmierci św. Stanisława Kostki i 450 - rocznica urodzin św. Alojzego. Obydwaj razem zostali ogłoszeni świętymi przez papieża Benedykta XIII w 1726 r.

 

Święty Stanisław Kostka (1550-1568)

Św. Stanisław Kostka urodził się w Rostkowie (ok. 4 km od Przasnysza) na Mazowszu w 1550 roku (pod koniec grudnia). Był synem Jana Kostki, który w 1564 r. został kasztelanem zakroczymskim, i Małgorzaty, pochodzącej z rodziny Kryskich. Ochrzczony został w kościele parafialnym w Przasnyszu. Miał trzech braci: Pawła, Wojciecha i Mikołaja oraz dwie siostry: Annę i drugą, której imienia nie znamy. Jego rodzice wychowywali swoje dzieci w atmosferze religijnej, w poszanowaniu zasad chrześcijańskich, zaprawiali je do modlitwy i uczciwości. Stanisław był dzieckiem bardzo pobożnym, skłonnym do wzruszeń. Wcześnie rozpoczął pogłębione życie religijne, w którym szczególną rolę odgrywała cześć dla Matki Bożej. Był bardzo wrażliwy. Jeżeli ktoś wyrażał się w jego obecności nieprzyzwoicie lub pozwalał sobie na niewłaściwe żarty, wówczas chłopiec bladł, robiło mu się słabo, a nawet mdlał. Ojciec więc w czasie przyjęć musiał zwracać uwagę na zachowanie gościom, którym przypominał o właściwym wyrażaniu się i doborze słów.

Najpierw Stanisław uczył się w domu rodzinnym. Przynajmniej przez rok jego wychowawcą i opiekunem był Jan Biliński. Gdy Stanisław miał 14 lat, rodzice wysłali go razem z bratem Pawłem pod opieką Jana Bilińskiego do Wiednia, aby ich synowie kontynuowali naukę  w kolegium, czyli szkole prowadzonej przez zakon jezuitów. Początkowo zamieszkali w jezuickim konwikcie, czyli internacie. Gdy jednak w 1565 roku cesarz Maksymilian III zabrał konwikt jezuitom, pozostawiając im  tylko szkołę, bracia wraz z wychowawcą Janem Bilińskim oraz kilkoma młodzieńcami z Polski, uczącymi się w tej szkole, zamieszkali  w domu zaciekłego wyznawcy protestantyzmu - luteranina Kimberkera.

Początkowo nauka sprawiała Stanisławowi wiele trudności. Stanisław był jednak bardzo pilny, pracowity, sumienny i dokładny. Poszerzał swoje wiadomości. Pod koniec trzeciego roku nauki należał już do najlepszych uczniów. Posługiwał sie płynnie językiem niemieckim i łacińskim. Rozumiał również język grecki. Dbał nie tylko o wiedzę, ale także o pogłębienie swojej wiary zgodnie z regulaminem szkoły, który zwracał uwagę na to, że „Taką pobożnością, taką skromnością i takim poznaniem przedmiotów niech się uczniowie starają ozdobić swój umysł, aby się mogli podobać Bogu i ludziom pobożnym, a przyszłości ojczyźnie i sobie samym przynieść korzyść”. Udział w codziennie odprawianej Mszy św., comiesięczne przystępowanie do sakramentu pokuty i Komunii św.,  codzienna modlitwa przed lekcjami i po nich miały pomóc uczniom w kształtowaniu właściwej postawy i umacnianiu swej pobożności. Stanisław miał trzy wyznaczone ścieżki, po których chodził w czasie swego pobytu w Wiedniu. Pierwsza z nich prowadziła do kościoła, druga - do szkoły, a trzecia - do domu, w którym mieszkał. Stanisław miał szczególe nabożeństwo do Najświętszego Sakramentu, dlatego pozostawał często w kościele na adoracji. Czcił w sposób szczególny Matkę Bożą. Sumiennie wykorzystywał wolny czas, przeznaczając go na lekturę (czytanie) i modlitwę. Ze względu na to, iż nie miał za wiele czasu na modlitwę w ciągu dnia, dlatego modlił się w nocy. Podejmował umartwienia i praktyki pokutne ( z biczowaniem siebie włącznie). Prawdopodobnie już wtedy, czyli po zetknięciu się z jezuitami, pojawiło się w jego sercu pragnienie wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego (do jezuitów). Tryb życia Stanisława nie podobał się ani jego bratu, ani kolegom. Uważali go za "dziwaka", a jego postępowanie za niebezpieczne dla zdrowia. Usiłowali w dobrej wierze sprowadzić go - jak im się wydawało - na właściwą drogę "normalnego", "przeciętnego" postępowania. Posługiwali się w tym celu złośliwymi przycinkami, kpinami, a nawet biciem.

W grudniu 1565 roku Stanisław poważnie zachorował. Przyczyną był wyczerpujący tryb życia – nocne czuwania, posty i umartwienia, które osłabiły jego organizm. Młodzieniec

przypuszczał, że jest bliski śmierci. Prosił o sprowadzenie księdza i możliwość przyjęcia Komunii św. jako Wiatyku przed śmiercią.  Nikt jednak nie brał jego prośby na serio. Ponadto właściciel domu, gdzie mieszkał Stanisław, nie chciał zgodzić się na wpuszczenie do domu katolickiego kapłana. Chory zaczął się modlić żarliwie do św. Barbary, patronki dobrej śmierci. Doznał wówczas widzenia, w którym Święta, w otoczeniu dwóch aniołów, przyniosła mu Komunię św.  do jego pokoju. W czasie tej choroby ujrzał również Matkę Bożą  z Dzieciątkiem Jezus. Maryja złożyła mu na wyciągnięte ręce Boże Dziecię i poleciła, aby  wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Chociaż zamysł taki powziął Stanisław już wcześniej, jednak teraz umocnił się ostatecznie w swoim postanowieniu. Zaczął szybko wracać do zdrowia. Był przekonany, że  dzięki  Matce  Najświętszej został cudownie uzdrowiony.  Stał się od tej pory jeszcze gorętszym niż dotąd Jej wielbicielem i sługą. Po wyzdrowieniu swój zamiar wstąpienia do Towarzystwa Jezusowego oznajmił spowiednikowi, który skierował go do ówczesnego prowincjała jezuitów, ojca Wawrzyńca Maggio. Ten jednak uzależnił przyjęcie młodzieńca do zakonu od zgody rodziców. Stanisław napisał do swojego ojca, prosząc o taką zgodę. Spotkał się jednak ze zdecydowaną, gniewną odmową. Wtedy zaczął szukać innych możliwości wypełnienia swego postanowienia. Przebywający w tym czasie w Wiedniu kaznodzieja cesarzowej, ojciec Franciszek Antonio, zachęcił go, aby udał się do Augsburga, do  prowincjała Górnych Niemiec, ojca Piotra Kanizjusza, a gdyby ten nie chciał go przyjąć, ma udać się do Rzymu do samego generała zakonu, czyli najwyższego przełożonego, ojca Franciszka Borgiasza. Stanisław zdecydował się na czyn heroiczny: postanowił potajemnie uciec z Wiednia do Augsburga. Dnia 10 sierpnia 1567 r., w niedzielę rano po Mszy św., ubrany w ubogie szaty, by nie zwracać na siebie uwagi, zaczął realizować swój plan ucieczki.  Zostawił list, w którym tłumaczył swojemu bratu Pawłowi i wychowawcy Janowi  Bilińskiemu, dlaczego podjął taką decyzję oraz prosił o pożegnanie w jego imieniu rodziców. Paweł z Janem Bilińskim zorganizowali pościg.  Stanisław jednak nie został rozpoznany, gdyż był przebrany w ubranie żebracze. Historię tej ucieczki relacjonował "na gorąco" sam Stanisław w jednym ze swoich listów, który  napisał  do przyjaciela w czasie ucieczki: "Przebyłem w zdrowiu już połowę drogi. (...) Niedaleko od Wiednia dogonili mnie dwaj moi słudzy, których rozeznałem i przed którymi schowałem się do pobliskiego lasu. W ten sposób uszedłem ich rąk. Przebyłem już wiele wzgórz i lasów. Kiedy koło południa pokrzepiłem znużone ciało u przezroczystego źródła, usłyszałem naraz głos kopyt końskich. Podnoszę się i przyglądam jeźdźcowi. Był to mój brat, Paweł. Popuściwszy cugle podąża do mnie. Koń w pianie, twarz brata rozpalona bardziej niż słońce. Możesz sobie wyobrazić, mój Erneście, w jakim musiałem być wtedy strachu, nie mając możności ucieczki. Stanąłem dla nabrania sił i pierwszy, zbliżając się do jeźdźca, proszę jako pielgrzym o jałmużnę. Zaczął dopytywać się o swojego brata. Opisał jego ubranie, wzrost i wygląd. Zwrócił uwagę, że był podobny do mnie. Odpowiedziałem, że nad ranem tędy przechodził. Na to on, nie tracąc chwili, spiął ostrogami konia i rzuciwszy mi pieniądz popędził w dalszą drogę. Podziękowałem Najświętszej Pannie, Matce mej, i by uniknąć następnej pogoni, skryłem się do pobliskiej groty, gdzie przeczekawszy trochę, puściłem się w dalszą podróż". Ponieważ Stanisław nie zastał ojca Piotra Kanizjusza w Augsburgu, dlatego udał się do Dylingi, gdzie jezuici prowadzili swoje kolegium. W ten sposób przebył już ok. 650 km (tyle wynosi trasa z Wiednia do Dylingi). W Dylindze  nie  odrzucono całkowicie jego prośby, ale  przyjęto go na próbę. Zadaniem Stanisława było sprzątanie pokojów w konwikcie, czyli internacie i pomaganie w kuchni. Stanisław starał się wypełniać swoje obowiązki jak najlepiej. Ojciec Piotr Kanizjusz bał się jednak przyjąć Stanisława do swojej prowincji. Obawiał się bowiem gniewu rodziców i ich zemsty na jezuitach w Wiedniu. Przekonał się jednak o jego wielkiej gorliwości, dlatego skierował go wraz z dwoma młodymi zakonnikami do Rzymu z listem polecającym do generała zakonu, ojca Franciszka Borgiasza. Napisał w nim między innymi: "Spodziewamy się po nim wielkich rzeczy". Droga była długa i uciążliwa. Stanisław wraz z towarzyszami odbywał ją przeważnie pieszo. Dotarli tam pod koniec października 1567 roku. Stanisław został przyjęty do Towarzystwa Jezusowego przez generała, ojca Franciszka  Borgiasza, pomimo sprzeciwu rodziców i rozpoczął nowicjat, czyli początkowy etap w życiu zakonnym. Swoim wzorowym życiem, duchową dojrzałością i rozmodleniem budował otoczenie. Był wzorem zakonnika. W pierwszych miesiącach 1568 roku złożył śluby zakonne. W nowicjacie przeżył tylko 10 miesięcy.

Dnia 1 sierpnia 1568 roku ojciec Piotr Kanizjusz głosił konferencję dla nowicjuszy na temat właściwego przeżywania każdej chwili życia, a co się z tym wiąże przeżywania każdego miesiąca w taki sposób, jakby miał być ostatnim w życiu. Stanisław mówił przyjaciołom, że te słowa konferencji wzbudziły w nim przeczucie bliskiej śmierci. Stan jego zdrowia się pogarszał. W dniu poświęconym św. Wawrzyńcowi, tj. 10 sierpnia 1568 roku, w rocznicę swej ucieczki z Wiednia, po raz drugi ujawnił swe przeczucie bliskiej śmierci.  Napisał list do Matki Bożej i schował go na swojej piersi. Przyjmując tego dnia Komunię św., modlił się za wstawiennictwem św. Wawrzyńca, by dostąpił łaski  śmierci w uroczystość jej Wniebowzięcia. Wieczorem poczuł się bardzo źle. Dnia 13 sierpnia gorączka nagle wzrosła. Późną nocą  14 sierpnia Stanisław przyjął sakramenty święte. Kiedy mu dano do ręki różaniec, ucałował go i wyszeptał: "To jest własność Najświętszej Matki". Ufał bezgranicznie Bogu, dlatego zgadzał sie z Jego wolą. W pewnej chwili, gdy się modlił, jego twarz zajaśniała tajemniczym blaskiem. Kiedy zapytano go, czy czegoś nie potrzebuje, odparł, że widzi Matkę Bożą z orszakiem świętych dziewic, które po niego przychodzą. Zmarł po północy, czyli 15 sierpnia 1568 roku, przeżywszy niespełna 18 lat.  W 1606 roku papież Paweł V ogłosił go błogosławionym. W 1714 roku papież Klemens XI wydał dekret kanonizacyjny, w którym ogłaszał go świętym. Z powodu jednak  śmieci papieża uroczystego ogłoszenia Stanisława świętym dokonał dopiero papież Benedykt XIII w 1726 roku.

Św. Stanisław w czasie swego pobytu w Wiedniu  miał swoje hasło, którym się kierował. Brzmiało ono:  " Do wyższych rzeczy jestem stworzony i dla nich winienem  żyć". W Rzymie zmienił to hasło na inne:  „Początkiem, środkiem i końcem rządź łaskawie, Chryste”.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      

W ikonografii św. Stanisław przedstawiany jest w stroju zakonnym. Jego atrybutami są:  anioł udzielający mu Komunii św., Dziecię Jezus na ręku, lilia, laska pielgrzyma, Matka Boża i różaniec. Święto św. Stanisława Kostki obchodzone jest 18 września.

 

 

Święty Alojzy Gonzaga (1568-1591)

Alojzy urodził się 9 marca 1568 roku koło Mantui jako najstarszy z ośmiu synów margrabiego Ferdynanda di Castiglione. Ojciec przywiązywał dużą wagę do jego narodzin. Chłopiec urodził się jednak bardzo wątły, a matce groziła przy porodzie śmierć. Rodzice uczynili więc ślub odbycia pielgrzymki do Loreto, jeśli matka i syn wyzdrowieją. Tak się też stało.  

Ojciec marzył o laurach rycerskich (karierze rycerskiej) dla Alojzego. W tym właśnie czasie flota chrześcijańska odniosła wielkie zwycięstwo nad Turkami pod Lepanto (1571 r.). Ojciec Alojzego brał udział w wyprawie. Dumny ze zwycięstwa ubrał swojego trzyletniego syna w strój rycerza i paradował z nim w fortecy nad rzeką Pad ku radości żołnierzy. Kiedy ojciec podążył na wyprawę wojenną do Tunisu (1573 r.), pięcioletni Alojzy wrócił pod opiekę matki, która odznaczała się głęboka pobożnością.

Kiedy Alojzy miał 7 lat, przeżył, jak sam twierdził, swoje „nawrócenie”. Zrozumiał, że dobra tego świata niewiele znaczą i zapragnął z całego serca życia w bliskiej łączności z Bogiem. Odtąd duch modlitwy, "otrzymany" od matki, wzrósł w nim jeszcze silniej. Codziennie z wielką pobożnością odmawiał na klęczkach, oprócz pacierzy porannych i wieczornych, siedem psalmów pokutnych i oficjum do Matki Bożej. Ojciec był z tego niezadowolony. Po swoim powrocie z wyprawy wysłał syna do Florencji na dwór wielkiego księcia Franciszka Medici, by tam nabył manier dworskich. Alojzy natomiast wykorzystał ten pobyt, by jeszcze bardziej zjednoczyć się z Bogiem. Najlepiej czuł się w słynnym florenckim sanktuarium - w kościele Annuntiata (w języku polskim: Zwiastowanie), obsługiwanym przez zakon serwitów. W tym miejscu, przed ołtarzem Matki  Bożej, złożył ślub dozgonnej czystości. Miał wtedy 9 lat. W nagrodę otrzymał, jak podkreślają jego żywoty (życiorysy),  przywilej nieodczuwania pokus przeciw cnocie czystości.

W 1579 roku ojciec Alojzego został mianowany gubernatorem Monferrato w Piemoncie. Przenosząc się na tamtejszy zamek, zabrał też ze sobą Alojzego. W 1580 roku, z polecenia papieża Grzegorza XIII, wizytację kanoniczną diecezji Brescia odbywał św. Karol Boromeusz. Z tej okazji udzielił Alojzemu Pierwszej Komunii Świętej. Jesienią tegoż roku (Alojzy miał wówczas 12 lat) rodzice chłopca przenieśli się do Madrytu, gdzie na dworze królewskim spędzili wraz z Alojzym dwa lata. Chłopiec nadal pogłębiał w sobie życie wewnętrzne przez odpowiednią lekturę. Rozczytywał się w dziełach św. Piotra Kanizego i w Ćwiczeniach duchownych św. Ignacego z Loyoli. Modlitwę swoją przedłużał do pięciu godzin dziennie. Równocześnie kontynuował swoje studia. Natomiast „uciekał od zabaw, widowisk i uroczystości. Gdy wyrażaliśmy się niezbyt czystym językiem, wzywał nas i napominał z wielką grzecznością i łagodnością” –  tak wspominał jeden ze służących.  Wreszcie Alojzy zdecydował się na wstąpienie do Towarzystwa Jezusowego (zakon jezuitów, założony przez św. Ignacego z Loyoli). Kiedy poinformował ojca o swoim postanowieniu, ten wpadł w gniew, ale stanowczy syn nie ustąpił. Na korzyść swego brata, Rudolfa, zrzekł się prawa do dziedzictwa i udał się do Rzymu. W drodze zatrzymał się kilka dni w sanktuarium w Loreto. 25 listopada 1585 roku rozpoczął nowicjat, czyli początkowy etap w życiu zakonnym u jezuitów w Rzymie. Jak sam wyznał, praktyki pokutne, które zastał w zakonie, były znacznie lżejsze od tych, jakie sam sobie nakładał. Cieszył się jednak bardzo, że miał okazję do ćwiczenia się w wielu innych cnotach, do jakich mu zakon dawał okazję.

Jesienią 1585 roku Alojzy uczestniczył w publicznej dyspucie filozoficznej w słynnym Kolegium Rzymskim, gdzie olśnił wszystkich subtelnością i siłą argumentacji. Zaraz potem otrzymał święcenia niższe (dzisiaj nazywa się je posługami) i został skierowany przez przełożonych na studia teologiczne. We wrześniu 1589 roku, gdy był na trzecim roku studiów,  przybył do Kolegium Rzymskiego św. Robert Bellarmin. Wezwał on Alojzego, by powrócił do Castiglione i pojednał swojego brata Rudolfa z ojcem, który chciał wydziedziczyć syna tylko dlatego, że ten odważył się ożenić z kobietą pochodzącą z niższego stanu. Po załagodzeniu sporu  Alojzy wrócił do Rzymu na czwarty rok studiów teologicznych, który miał zakończyć święceniami kapłańskimi (1590 r.).Wyroki Boże były jednak inne. W latach 1590-1591 Rzym nawiedziła epidemia dżumy. Bardzo wiele osób umierało, inni potrzebowali opieki w szpitalu. Alojzy poprosił przełożonych, by mu pozwolili posługiwać zarażonym tą chorobą. Gdy otrzymał pozwolenie, wraz z innymi klerykami, zajął się jako ochotnik (wolontariusz) pielęgnacją chorych w szpitalu św. Sykstusa oraz w szpitalu Matki Bożej Pocieszenia. Jego organizm był jednak zbyt mało odporny na tak wielki wysiłek. Mimo, iż był wątły, z wielkim oddaniem dźwigał chorych. Wyczerpany studiami i umartwieniami organizm kleryka zaraził się śmiertelnie chorobą dżumy. Alojzy zmarł jako kleryk, bez święceń kapłańskich, 21 czerwca 1591 roku w wieku zaledwie 23 lat.

Sława św. Alojzego była tak wielka, że już w roku 1605 papież Paweł V ogłosił go błogosławionym. Kanonizacja (ogłoszenie świętym) odbyła się jednak dopiero w 1726 roku. Dokonał jej papież Benedykt XIII wraz z kanonizacją św. Stanisława Kostki. Tenże papież ogłosił w 1729 roku św. Alojzego patronem młodzieży, zwłaszcza studiującej. W 1926 roku papież Pius XI ogłosił św. Alojzego patronem młodzieży katolickiej. Relikwie św. Alojzego Gonzagi spoczywają w kościele św. Ignacego z Loyoli w Rzymie. Szczególnym nabożeństwem do świętych: Stanisława Kostki i Alojzego Gonzagi wyróżniał się św. Robert Bellarmin. Miał on ich wizerunki w swoim pokoju. Nabożeństwem do św. Alojzego wyróżniał się również św. Jan Bosko. Ku jego czci odprawiał „nabożeństwo sześciu niedziel”, przygotowujących do uroczystości św. Alojzego, którą obchodził bardzo gorliwie. Drugie z kolei swoje oratorium w Turynie nazwał właśnie jego imieniem.

W ikonografii św. Alojzy przedstawiany jest w sutannie jezuickiej, w białej komży z szerokimi rękawami. Jego atrybutami są: Dziecię Jezus w ramionach, mitra książęca u stóp, krzyż, lilia, czaszka. Wspomnienie św. Alojzego Gonzagi obchodzone jest 21 czerwca.

 

Źródła:

1. ks. Grzegorz Rzeźwicki, Od kandydata przez stopnie ministranta, funkcję lektora i ceremoniarza do animatora, Tarnów 2016

2. ks. Wincenty Zaleski SDB, Rok kościelny, Wydawnictwo Salezjańskie, Warszawa 1993, s. 362-370

3. Internetowa liturgia godzin: www.brewiarz.pl

4. www.wiara.pl

 
 
 
 
 
 
 
 

Copyright xmc © 2015. All Rights Reserved.